Protesty polityczne głosem ludu

Dnia 17 grudnia 2010 roku Mohammed Bouazizi, upokorzony przez lokalne władze, które zostawiły go bez pracy, dokonał aktu samozapłonu. Czyn ten był iskrą, która wznieciła zamieszki w Tunezji i doprowadziła do obalenia tamtejszego reżimu. Sytuacja ta pokazuje jak wielka mocą odznaczają się protesty. Ludzie wywołują je w wyniku buntu przeciwko prawom, prześladowaniu lub innym odmianom ucisku. Zwolennicy protestów wyróżniają wśród zalet ich przeprowadzania między innymi poprawę sytuacji biednych i ukrócenie prześladowań. Jednak nie zawsze protesty kończą się szczęśliwie. Protestujący często zostają po prostu przegonieni, a ich protest zostaje niewysłuchany. Takie akty często przeradzają się w zwykłe zamieszki a w najgorszych przypadkach – w rebelie. Pomimo tego protesty trwają dalej z prostego powodu – są głosem ludu, dzięki któremu można głośno krzyknąć „nie!”. Lecz jest to broń obusieczna, która może wyzwolić z porządnego obywatela rebelianta lub zwykłą bestię. Powiedzcie sobie szczerze, czy widząc ogromny, krzyczący tłum czujecie podziw czy grozę, strach, który każe wam uciekać? Może wygodniej jest zostać w domu i starać się unikać spotkań ze światem rzeczywistym, a oddać się analizowaniu książek, czyli świata udanych utopii, nieprawdziwych miłości i spokojnych, nie buntowniczych wydarzeń?

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.