Czy religia zmniejsza stres w życiu?

mar
06
Sposób w jaki ludzie oceniają/interpretują zdarzenia życiowe wpływa na to jak radzą sobie ze stresem (Lazarus i Folkman, 1987). To co dla jednych jest bardzo stresujące dla innych nie jest ani trochę. Religie zdają się oferować swoim wyznawcom instrukcje jak rozumieć to co się wydarza w ich życiu. Czy te specyficzne przekonania mogą obniżać poziom stresu?

McIntosh (1995) zauważył ze przekonania religijne działają jak filtry, które kształtują to jak ludzie interpretują świat włączając w to postrzeganie wydarzeń stresujących.

Co ciekawe, Roesh and Ano (2003) pokazali, że wewnętrzna religijność (czyli zaangażowanie religijne dla samej religii) było związane z przypisywaniem przyczyny stresu woli Bożej i działaniom szatana.

Dalsze badania pokazują bardziej szczegółowe zależności. Newton i McIntosh (2010) przeprowadzili badania na grupie 103 rodziców upośledzonych dzieci (co wydaje się być dość znaczącym stresorem), którzy należeli do różnych wyznań i religii włączając katolików, baptystów, luteran, żydów czy świadków jechowy. Autorzy zauważyli, że ci rodzice, którzy uważali Boga za dobrego i życzliwego interpretowali trudności w ich życiu jako wyzwanie i korzyść a mniej jako utratę lub trudność.
Ponadto, pozytywny obraz Boga powodował, że ów rodzice postrzegali swoje bóstwo jako mające kontrolę nad tym co się dzieje w ich życiu.

Niestety autorzy tych badań z jakiegoś powodu unikają podania informacji jak wygląda radzenie sobie ze stresem, kiedy badani mają negatywny obraz Boga.
Domyślam się, że poczucie, że ktoś/coś czuwa gdzieś tam, znacząco zmniejsza poziom lęku i zwiększa efektywność radzenia sobie ze stresem. Ma to pewnie pozytywne skutki dla społeczeństwa. Zakładam też, że ci z negatywnym obrazem Boga, bedą mieli większy poziom lęku i większe trudności radzenia sobie. W ich głowach, nie dość że mają problemy w życiu to jeszcze Bóg ich karze lub szatan doświadcza.

Być może ma to też związek z odczuwanym szczęściem. Pisałem o zależności między religią i szczęściem tutaj. Badania pokazują, że ludzie religijni na świecie mają tendencję określać się mianem albo bardzo szczęśliwych, albo bardzo nieszczęśliwych. Być może to, jak postrzegają Boga ma na to wpływ.

Wniosek z tych badań jest taki, że jeśli chcemy pomóc ludziom religijnym w radzeniu sobie ze stresem, pracujmy nad obrazem Boga jaki mają w swoich głowach.

Zgadzacie siÄ™ z tym?
Marcin


Podobne tematy

E-mail Komentarz Facebook dodajdo

3 Komentarzy

  1. Anonymous pisze:

    Zwróćmy uwagę, że stresy u ludzi mają różne podłoże. Pomińmy medyczne aspekty przy podziale na wierzących i wyznaniowo obojętnych. Nietrudno zauważyć przyrost komplikowania sobie życia wierzących czynnikami obcymi indyferentnym religijnie. Sama religia generuje ich dużo więcej niż życie bez niej.
    Weźmy zaburzenia;
    -poczucie winy,
    -lęk przed piekłem i wiecznym potępieniem,
    -ostracyzm seksualny,
    -godzenie dogmatów z życie, itp.
    Nie występują one z takim natężeniem u ludzi niewierzących jak u religiantów. Zatem mija się z celem porównywanie obu grup.
    Porównywalne mogą być tylko wyniki radzenia sobie ze stresem mającym poza religijne podłoże.
    Jak pokazuje życie, radzimy sobie na różne sposoby. Która metoda wychodzenia z zaburzeń jest lepsza; racjonalna czy mistyczna, możemy ocenić po efektach. Nie znane mi są badania w tej kwestii, wiadomo jednak, że częściej korzystamy z pomocy lekarzy niż egzorcystów.
    Wielu znawców tematu pisze o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad Wielką Nocą. Przytoczę może Harrisa.
    Błogostan (pełnię szczęścia) osiągamy ,,powtarzaniem rozrywki i unikaniem cierpień''. Błogostan będący darem bytu pozamaterialnego (bez naszego udziału) nie istnieje. Gdyby bowiem istniała taka opcja, wyrzekano by się całego materialnego bytu i pławiono w błogostanie danym przez boga. Póki co, dostrzegamy tendencje odwrotne.
    Znane natomiast są badania w kwestii modlitwy-nadrzędnego sposobu leczenia stresu. Ich konkluzją jest stwierdzenie; brak niebiańskiego odezwu na prośby modlącego wywołuje frustrację. Zaczyn schizofrenii.

  2. Marcin pisze:

    Dziękuję za komentarz. Badania, które tutaj przytoczyłem nie porównują wierzących i niewierzących ale raczej tylko wierzących którzy postrzegają Boga w pozytywny i negatywny sposób.

    Nie zgodziłbym się żeby nazwać te symptomy o których napisałeś zaburzeniami. One mogą być trudnościami dla jednostki, jeśli są interpretowane jako coś nie chcianego. Nie leczymy też poczucia winy ani ostracyzmu u lekarzy. Zgadzam się, że ciekawe byłyby badania nad skutecznością zmniejszania poczucia winy przez psychoterapię i np. konsultacje religijne.

    Możesz napisać więcej o tym Harrisie? Ten cytat brzmi filozoficznie. Jeśli tak jest to obawiałbym się przyznać mu rację, gdyż jest to subiektywna opinia nie oparta o metodyczną obserwację populacji.

    Co do badań nad modlitwą zgodziłbym się, że frustracja może się pojawiać u osób, które tej odpowiedzi oczekują. Ale obawiam się że nie wszyscy oczekują. Poza tym, nie ma to odniesienia do religii wschodu gdzie nie ma spersonifikowanego bóstwa. Jak masz namiary na te badania to daj znać. Chętnie o tym napiszę :)

    Pozdrawiam Ciepło
    Marcin

  3. Fokstrot pisze:

    @Anonymus: Trudno zgodzić się z twierdzeniem, że życie bez religii jest łatwiejsze, bo religia generuje jedynie problemy. Osoby religijne często mówią coś zupełnie innego: będąc religijnym chronisz się przed różnego rodzaju problemami, które są bardzo rzeczywiste (choroby przenoszone drogą płciową, uzależnienia i inne konsekwencje niemoralnego życia). Nie rozstrzygam, czy tak rzeczywiście jest. Komentuję jedynie jednostronne założenia.
    Po drugie, z faktu że większość osób wybiera rozkosze życia doczesnego, nie wynika, że tylko one dają błogostan. Doniesienia świadczą o tym, że doświadczają go często osoby religijne i jego źródłem jest ich różnoraka religijność. Prawdą jest natomiast, że ten błogostan na drodze praktyk religijnych jest dużo trudniejszy do osiągnięcia niż wypicie pół litra wódki przed telewizorem. Tutaj znowu niczego nie chcę dowodzić, ale celuję w Twoje założenia.
    Uproszczeniem też jest traktowanie modlitwy jako wezwania, na które bóstwo musi odpowiedzieć (vide: Marcin). Polecam trochę więcej lektury na temat celu i form modlitwy. Także w kwestii bycia zaczynem dla schizofrenii.

Skomentuj